Kot też człowiek.

Kota się nie da po prostu zamknąć w domu i pójść do pracy a pamiętać o nim raz na tydzień. On umie walczyć o swoje, ale co gorsze, jeśli nie poznamy jego oczekiwań to on się będzie męczył – tłumaczę w rozmowie z Maciejem Chudkiewiczem. To już drugi z serii wywiadów ze mną na moim blogu. Są to rozmowy poświęcone zwierzętom domowym i pracy z nimi.

– Każdy może mieć kota?

– Nie, ale zazwyczaj jest to łatwiejsze dla ludzi, niż posiadanie psa.

– Bo nie trzeba go wyprowadzać na dwór?

– Koty różnią się od psów i są mniej podatne na nasze oczekiwania. Bardziej przywłaszczają sobie teren, na którym żyją. Tylko, że jeśli są osoby, które chcą mieć kota, bo myślą, że nie trzeba poświęcać mu czasu, choćby na chwilę zabawy, to się bardzo mylą. A są ludzie, którzy tak myślą.

– Myślą, że z kotami się nie bawi?

– Tak, że z kotem po prostu się nie trzeba bawić. To ludzie, którzy kota biorą dlatego, żeby on sobie był w mieszkaniu. Sam. Czekał na nich. Ma kuwetę, jedzenie. I już. Oczywiście kot potrafi tak sobie ułożyć swoje funkcjonowanie, żeby miał odpowiednie  jedzenie i odpowiednią kuwetę. 

– Jak to?

Jeśli będzie miał nieodpowiedni żwirek to może zacząć sikać poza kuwetą. Jak nie będzie dostawał odpowiedniej karmy, przestanie ją jeść. I kot potrafi sobie to ustawić. Jest bardziej wybredny niż pies. Okazuje się, że dużo problemów w zachowaniu z kotem może wyjść w momencie, kiedy nie spełniamy jego potrzeb. Jedną z nich jest łańcuch łowiecki, a więc zabawa, która jest cząstką instynktu łowieckiego, jaki koty mają. Wobec czego fajnie by było choćby 5 minut po pracy pobawić się z kotem wędką, która ucieka. Ale można to robić przy okazji karmienia: rzucając kawałki karmy na podłogę, żeby kot sobie za nią biegł.

– Koty są fajne, bo można je wystawić na dwór i same się wyprowadzają.

– Nie… kotów nie można wystawiać na dwór. Chyba, że mieszkasz w domku jednorodzinnym i po prostu twój kot jest do tego przyzwyczajony, że jest kotem wychodzącym. W centrum Warszawy, gdzie jesteśmy, raczej bym nie polecała, żeby koty były wychodzące.

– No, dobrze, ale dużo osób, takich, które zajmują się czy interesują zwierzętami w behawiorystycznym nurcie wychowywania np. psów czy kotów, przekonuje mnie, że nie można kotów zostawiać samemu i nie może istnieć coś takiego jak kot wychodzący. Że on musi być zamknięty w domu, bo to jest dla niego niebezpieczne.

– Na pewno jest niebezpieczne, ale ja jestem zwolennikiem – jeśli mam odpowiednie warunki ku temu, czyli kot od zawsze funkcjonował w naszym domu z ogródkiem – samodzielnego wychodzenia kota na dwór. W ogóle sobie nie wyobrażam, żeby kot nie wychodził. Oczywiście – wiąże się to z tym, że jego życie będzie krótsze, ale moim zdaniem będzie szczęśliwsze.

– Krótsze życie bo będzie wychodził na dwór?

– Prawdopodobnie. Bo może się pobić z drugim kotem i wrócić tak pokiereszowany, że nie wyjdzie z tego. Może go potrącić samochód. Może się uwiesić np. na płocie, może go zaatakować pies, nawet ptaki często atakują koty. No, różne straszne rzeczy mogą się stać.

Wiesz… kiedyś jako dziecko miałam koty. Bardzo o nie dbaliśmy, ale one były wychodzące i mogły spać w domu. To był taki przywilej kota, spał w domu a nie gdzieś tam w jakimś budynku gospodarczym, ale nauczyłam się też żyjąc w Warszawie, że nie mogę powiedzieć klientowi, że np. na Woli może wypuszczać kota. No po prostu nie. Tramwaje, samochody. Z każdej strony jest dla kota ryzyko. Więc jeśli o to chodzi, to nie polecałabym w Warszawie czy innym dużym mieście wypuszczania kota. Zwłaszcza jeśli on się urodził w takim środowisku, że zawsze był zamknięty. Może gdzieś tam głęboko jest zakorzeniony instynkt, ale myślę, że nie ma co ryzykować. Wtedy oczywiście trzeba zainstalować siatki w oknach, żeby kot nie wypadł. Za to znam ludzi, którzy wyprowadzają koty na smyczy. Nieliczne są to przypadki, nie zdarza się to jakoś bardzo często, ale spotykam takich ludzi, którzy, żeby dać namiastkę natury kociej, wyprowadzają je.

– I to ma sens?

-Ma. Tylko, że wtedy ci ludzie mają taką sytuację, jak z psem. Z drugiej strony jestem przekonana, że to jest rozumienie szerszych potrzeb kota i ci ludzie świadomie wchodzą w taki tryb. No i na pewno taki kot będzie prosił o spacer. Może nie tak regularnie jak pies, bo pies swoje potrzeby musi załatwić na zewnątrz, a kot może do kuwety, ale będzie prosił.

– A co jak mieszkałem w bloku z kotem, a tu nagle mi się poszczęściło i muszę się przeprowadzić na wieś. To jest niemożliwe?

– Dlaczego?

– Przeprowadzanie się z kotem jest chyba niemożliwe? Kot się przyzwyczaja do miejsca, tak słyszałem.

– No, przyzwyczaja się, ale bez przesady… Jeśli w nowym domu będą jego rzeczy, to powinno się udać. Może będzie potrzebował czasu, żeby zaakceptować to miejsce, może będzie przechodził jakieś stresy związane z tym, że się przeprowadza. Ale da radę.

– Jak nie ma wyjścia. A jak gdzieś wyjeżdżamy to zawozimy kota do rodziny?

– Jeżeli mamy wyjście, to możemy zatrudnić np. na czas wyjazdu opiekuna, petsittera, który przyjdzie i odwiedzi naszego kota. Podpiszemy z nim umowę, zainstalujemy sobie nawet kamerę, żeby obserwować obcą osobę – a z drugiej strony mamy perspektywę, że wywieziemy kota raz do tego hotelu, a raz do innego, raz do znajomych, raz do babci, to dla kota jest to większym stresem, jeśli ma zmieniać co chwilę lokalizację. 

– No a co robią petsitterzy z kotami? Przecież to bez sensu. Kot siedzi w domu i nic nie potrzebuje.

– Bawimy się, sprzątamy kuwetę, myjemy miski, karmimy, wymieniamy wodę, wietrzymy mieszkanie, zdajemy relacje z opieki.

– No to nie może tego właściciel zrobić, jak wróci?

– Jeśli wróci szybko to tak. Ale jeśli wyjechał gdzieś na dłużej to nie. Poza tym opiekujemy się kotami chorymi. Podajemy im potrzebne leki i sprawdzamy jak się trzymają. Oddaje się kota w ręce osób z doświadczeniem i zawodowo zajmujących się opieką nad kotami.